Jestem ignorantką, jeśli chodzi o wiedzę w tej dziedzinie. Co by tu dużo nie mówić – kompletny brak orientacji. Aparaty cyfrowe to dla mnie czarna magia. Ale przyszedł ten dzień, w którym powiedziałam sobie stop. W dzisiejszych czasach aparaty cyfrowe są jak jeszcze do niedawna lalka Barbie – nie masz, więc jesteś nikim.
Ale nie chodzi mi przecież wyłącznie o snobizm, choć przyznaję że też. Zbliżają się Walentynki, przydałoby się utrwalić chwile wiecznej miłości na zdjęciach. Analogi są niepraktyczne, nie to co aparaty cyfrowe – te są dla każdego. Zadzwoniłam do Baśki, bo ona zna się na wszystkim. "Aparaty cyfrowe? To tylko aparaty cyfrowe Olympus!" No i poszłyśmy... Cały dzień łażenia po sklepach.
Dopiero po 5 godzinach znalazłyśmy aparaty cyfrowe Olympus. Fajne cacka. Ale Baśka myślała inaczej – ten ma zoom za mały, temu pixeli brakuje, tamten nie zaspokaja jej potrzeb estetycznych. Aparaty cyfrowe Samsung spełniające jej potrzeby estetyczne zaczynały się od 975 zł wzwyż. Ale przecież Baśka się zna, więc wróciłyśmy do domu niepocieszone. Ja – bo bez zakupu, ona – bo nie pomogła...

